Przejdź do głównej treści
Produkty w koszyku: 0. Zobacz szczegóły

Ładny kubek to za mało. Dlaczego zbadałam ceramikę w laboratorium?

Tworząc ceramikę użytkową, można długo rozmawiać o kształtach, kolorach szkliw, napisach i o tym, czy kubek ma idealnie mieścić dużą kawę, czy raczej kawę wielkości wiadra.

Ale w przypadku naczyń, z których jemy i pijemy, wygląd to nie wszystko.

Dlatego postanowiłam zrobić coś zdecydowanie mniej instagramowego niż lepienie i szkliwienie, ale za to bardzo ważnego: wysłałam moje kubki do profesjonalnego laboratorium i sprawdziłam, czy spełniają wymagania dotyczące ceramiki przeznaczonej do kontaktu z żywnością.

  • dodano: 02-07-2026
Ładny kubek to za mało. Dlaczego zbadałam ceramikę w laboratorium?

 

Po co bada się kubki ceramiczne?

W ceramice użytkowej istotne jest nie tylko to, z jakiej gliny powstało naczynie i jak wygląda po wypale. Ważne jest również to, czy z jego powierzchni nie uwalniają się nadmierne ilości substancji, które mogłyby przenikać do napojów lub jedzenia.

Jednymi z najważniejszych parametrów kontrolowanych w takich badaniach są ilości uwalnianego:

  • ołowiu,

  • kadmu.

Pierwiastki te mogą występować między innymi w niektórych surowcach, pigmentach i szkliwach. Sam fakt używania materiałów przeznaczonych do ceramiki użytkowej jest oczywiście bardzo ważny, ale chciałam pójść krok dalej i sprawdzić gotowe produkty po przejściu całego procesu: lepienia, zdobienia, szkliwienia i wypału.

Bo w Glifach lubimy żarty na kubkach, ale do bezpieczeństwa podchodzimy już całkiem serio.

Co dokładnie trafiło do laboratorium?

Do badania przekazałam cztery kubki ceramiczne wykonane w taki sam sposób jak produkty trafiające do mojego sklepu.

Próbki zostały przebadane przez Sieć Badawczą Łukasiewicz – Instytut Ceramiki i Materiałów Budowlanych. Badanie przeprowadzono zgodnie z normą PN-EN 1388-1 dotyczącą oznaczania ołowiu i kadmu uwalnianego z wyrobów ceramicznych.

Czyli nie było oceniania „na oko”, domowych eksperymentów ani przekonywania samej siebie, że przecież wszystko powinno być dobrze.

Były próbki, procedury, pomiary i oficjalne sprawozdanie.

Jakie wyniki uzyskały kubki?

Wyniki badania wyszły bardzo dobrze.

W przebadanych próbkach średnie stężenie uwalnianego ołowiu wyniosło:

poniżej 0,1 mg/dm³

Dopuszczalny poziom wskazany w ocenie laboratoryjnej dla tej kategorii wyrobów wynosił:

maksymalnie 4,0 mg/dm³

W przypadku kadmu wynik wyniósł:

poniżej 0,02 mg/dm³

przy dopuszczalnym poziomie:

maksymalnie 0,3 mg/dm³

W obu przypadkach uzyskane wartości znajdowały się więc wyraźnie poniżej wskazanych limitów. Na podstawie analizy wyników laboratorium stwierdziło, że przebadane kubki spełniają wymagania Dyrektywy 84/500/EEC w zakresie uwalnianych ilości ołowiu i kadmu.

Mówiąc bardziej po ludzku: kubki zdały egzamin.

Co to oznacza dla osób kupujących moje kubki?

Przede wszystkim daje mi to potwierdzenie, że zastosowane przeze mnie materiały, sposób zdobienia, szkliwienie i proces wypału w przebadanych produktach pozwoliły uzyskać wyniki zgodne z wymaganiami dotyczącymi uwalniania ołowiu i kadmu.

Sprawozdanie laboratoryjne dotyczy oczywiście konkretnych, przekazanych do badania próbek — laboratorium wyraźnie zaznacza, że wyniki odnoszą się wyłącznie do badanych obiektów. Nie zamierzam więc opowiadać, że jeden dokument jest magicznym certyfikatem obejmującym wszystko, co kiedykolwiek ulepię.

Jest jednak dla mnie ważnym potwierdzeniem, że używana przeze mnie kombinacja gliny, szkliwa, zdobień i sposobu wypalania osiągnęła właściwe rezultaty.

A dla Was jest dodatkową informacją, że za śmiesznym napisem i ręcznie ulepioną formą stoi też kontrolowany proces oraz całkiem poważne podejście do jakości.

Dlaczego zdecydowałam się na badania?

Prowadzę małą markę i większością rzeczy zajmuję się sama. Zamawiam glinę, lepię, szkliwię, robię zdjęcia, dodaję produkty do sklepu, pakuję zamówienia i odpowiadam na pytania klientów.

W takim biznesie bardzo łatwo byłoby stwierdzić: „przecież kupuję materiały od sprawdzonych producentów, więc na pewno wszystko jest w porządku”.

Ja jednak wolę wiedzieć niż zakładać.

Badania laboratoryjne były dla mnie kolejnym krokiem w rozwijaniu Glify. Nie tak efektownym jak nowa kolekcja i zdecydowanie trudniejszym do pokazania na rolce niż otwieranie pieca po wypale, ale niezwykle ważnym.

Chcę tworzyć rzeczy, które są zabawne, charakterystyczne i trochę krzywe — bo nadal mówimy o rękodziele. Jednocześnie zależy mi na tym, żeby ceramika była naprawdę użytkowa, a nie tylko dobrze wyglądała na półce.

Ceramika z humorem, jakość na serio

Glify powstały trochę przypadkiem. Od jednego kubka, jednego pomysłu i kolejnego zamówienia. Dzisiaj wciąż jest tu dużo spontaniczności, eksperymentowania i tekstów, które wpadają mi do głowy między jednym spotkaniem w IT a drugim.

Ale im bardziej marka się rozwija, tym bardziej zależy mi również na świadomym podejściu do materiałów, procesu i bezpieczeństwa.

Dlatego nadal będę wymyślać niepoważne kubki.

Będę umieszczać na nich regionalizmy, żarty z IT, absurdalne teksty i rzeczy, których być może nie wypada powiedzieć podczas firmowego spotkania.

Ale same kubki traktuję bardzo poważnie.